.. gdzie są moje pieniądze?
Oto sytuacja. Jest piątek. Przelewam sobie poprzez internet kasę z jednego konta na drugie.
Na tym pierwszym już ich nie ma, na tym drugim jeszcze ich nie ma. I tak do poniedziałku.
Psipadek?
sobota, 13 lutego 2010
poniedziałek, 8 lutego 2010
Buziaki
Buziaki...
to takie pstrokate, maleńkie ptaki.
Są frywolne, figlarne i miłe
kolorowe, wesołe, wręcz łaskotliwe
I... fruwają wciąż dookoła,
a ktoś je woła i woła ...i woła
to takie pstrokate, maleńkie ptaki.
Są frywolne, figlarne i miłe
kolorowe, wesołe, wręcz łaskotliwe
I... fruwają wciąż dookoła,
a ktoś je woła i woła ...i woła
Ona i On - wyznanie:)
Pewna urocza wiedźma po głębokiej, osobistej i bezpośredniej krytyce mojej postawy z ostatniego związku, natchnionej moimi wypocinami w przedostatnim wątku postanowiła załagodzić sytuację i napisała mi co następuje:
Ona:
" W sumie ja też uważam, że byłbyś fajnym mężem ale ja mówię to z pełną świadomością Twojej złożonej natury;-) hihih"
brrrrr
Ona:
" W sumie ja też uważam, że byłbyś fajnym mężem ale ja mówię to z pełną świadomością Twojej złożonej natury;-) hihih"
brrrrr
Kupiłem garnek..
...do gotowania na parze.
To całkiem ciekawe, ale przy poprzednim rozstaniu zakupiłem sobie porządny zestaw noży, solidną deskę do krojenia i jeszcze jakieś drewniane łopatki.
Rzeczy przydatne:)
Garnek już przetestowałem. Nooo i jestem pod dużym wrażeniem.
Przygotowanie pysznej piersi z kurczaka trwało naprawdę krótko, a pierś smakowała wybornie. Była soczysta i delikatna. Niedługo po skonsumowaniu kurczaka pokusiłem się na rybkę. Sola może nie smakowała tak pysznie, niemniej to pewnie kwestia doprawienia.. no i tej najważniejszej przyprawy - głodu.
Wszystko to zbiega się z pewnym postanowieniem.
Otóż uznałem, ze najwyższa porą zmierzyć się z moją najstarsza zmorą - tj otyłością.
Metoda na to ma być dieta proteinowa i ruch.
Przy czym teraz bardziej dieta niż ruch. A jak już zdobędę kartę multisportu to będzie i ruch.. :)
Bo póki co z ruchu to tylko.. :D
.. pompki:D
To całkiem ciekawe, ale przy poprzednim rozstaniu zakupiłem sobie porządny zestaw noży, solidną deskę do krojenia i jeszcze jakieś drewniane łopatki.
Rzeczy przydatne:)
Garnek już przetestowałem. Nooo i jestem pod dużym wrażeniem.
Przygotowanie pysznej piersi z kurczaka trwało naprawdę krótko, a pierś smakowała wybornie. Była soczysta i delikatna. Niedługo po skonsumowaniu kurczaka pokusiłem się na rybkę. Sola może nie smakowała tak pysznie, niemniej to pewnie kwestia doprawienia.. no i tej najważniejszej przyprawy - głodu.
Wszystko to zbiega się z pewnym postanowieniem.
Otóż uznałem, ze najwyższa porą zmierzyć się z moją najstarsza zmorą - tj otyłością.
Metoda na to ma być dieta proteinowa i ruch.
Przy czym teraz bardziej dieta niż ruch. A jak już zdobędę kartę multisportu to będzie i ruch.. :)
Bo póki co z ruchu to tylko.. :D
.. pompki:D
środa, 3 lutego 2010
Ona i On - rozstanie
On dostaje smsa.
"Czy możemy się spotkać i pogadać?"
Oho.. pomyślał sobie. A więc koniec. Trochę niespodziewany..
Umówili się w City Cafe o 18.
Jak zwykle musiał na nią czekać.
Nim przyszła zdążył wypalić kilka papierosów, poczytać "Pogadanki o muzyce" Muchenberga, porozmyślać.
Wiedział o jakimś absztyfikancie, który umizgiwał się do niej w smsach. Pewnie nie tylko w smsach. No ale to była wiedza zdobyta.. nielegalnie. Nie chciał robić z niej użytku. Poza tym wszystko wydawało się iść w dobra stronę. No a jednak.. ta kobieca logika i swoiste wyrachowanie. Napełniło go niesmakiem to, że ten proces trwał. Nie tak znowu krótko. Że te wszystkie wspólne chwile były podszyte fałszem takiej emocjonalnej zdrady.
Sam nie był święty... oj nie. Ale mimo paskudnego charakteru starał się zwalczać swoje pokusy. Starał się być coraz lepszy, coraz bardziej lojalny wobec niej.
Uświadomił sobie teraz, że ona we wszystkim niemal była egoistką. Począwszy od świątecznego prezentu, poprzez spotkania, po sex.
W łóżku ani razu nie miał z nią orgazmu. Tu znowu była egoistką. Sama zaspokojona nie interesowała się tym, czy jemu jest dobrze. Poza tym przecież gdzieś tam był ktoś jeszcze. Może z nim tez sypiała. A z tą myślą nosiła się już pewnie jakiś czas.
Nawet to kiedy to robi.. jest takie wyrachowane. Chwilę przed powrotem siostry do domu. Przecież nie może się pokazywać w domu raz z jednym, raz z drugim facetem.
Co za wyrachowana suka!
Przyszła wreszcie.
Nie miał ochoty już tam siedzieć. Ale chciał usłyszeć co ma do powiedzenia.
On: Chciałaś porozmawiać o czymś szczególnym, czy tak po prostu?
Ona: O czymś szczególnym
On: No to do rzeczy?
Ona: Możemy zaczekać na piwo?
Trudno było się doczekać. Kelnerka nie przychodziła. I nie przychodziła i nie przychodziła. A ona truła jakieś bzdury. Że nie będzie mieć jednak pieska, bo ktoś go wziął, że coś tam coś tam. On już właściwie nie słuchał. Palił papierosa, dławił w sobie wściekłość i obrzydzenie. W końcu ona nie wytrzymała i sama poszła po coś do picia.
Wróciła:
On: To co tam masz mi do powiedzenia?
Patrzył na nią z satysfakcją.. jak wije się i skręca. Jak chcę to wydusić z siebie a nie może.
Ona: Myślę, że nie powinniśmy już się spotykać.
On: Ok
Ona: Jak to? Tak po prostu ok?
On: A jak inaczej? Czegoś innego się spodziewałaś?
Pomyślał, że można by jeszcze chwilę pociągnąć tę grę.
On: A myślisz tak z jakiegoś szczególnego powodu?
Ona: No ja jakoś tego nie czuję.
przypomniał sobie jak parę dni wcześniej mówiła coś zgoła innego. A to, ze się w nim zakochała, a to, ze jest zła bo się widują tak rzadko.
A potem przypomniał sobie Transatlantyk czytany co rano przez młodego Stuhra.
Zastanowił się nad tym, że warto by było zobaczyć jak ten Gombrowicz zapisał słowa "gówno" i "gówniarze". Skąd ten Maciek wynalazł taki sposób wypowiadania. Gdzieś w tekście musiała być jakaś wskazówka.
On: A może jest ktoś jeszcze?
Ona: To też..
Ledwo dostrzegalny zarys uśmiechu takiej chorej satysfakcji pojawił się w kącikach jego ust. Miał wielką chęć rozwinąć ten temat. I ją trochę tym pomęczyć.
Zastanawiał się po co ona na niego tak patrzy. Bezczelna gówniara. Próbuje się uśmiechać.
Ona: Ale to nie o to chodzi. On mi po prostu coś uświadomił
Jaka ona beznadziejna pomyślał.
Ona: To jest tak, ze gdybym potrzebowała teraz stabilizacji, chciała założyć rodzinę, mieć dzieci, to byłbyś idealnym facetem. Uwielbiam z Tobą przebywać, świetnie się z Tobą czuję, ale chyba nie jestem w Tobie zakochana. Brakuje mi motylków w brzuchu. a jestem jeszcze w takim wieku, zę wierzę, ze one są.
On: No tak masz do tego prawo. Niektóre z kobiet chyba, rzeczywiście czują te motylki. To pewnie fajne uczucie. Choć w sumie nie wiem. Ja może i czułem te motylki czasem. Ale to jak mam biegunkę i sumie dobrze mi się to nie kojarzy. No ale może Tobie potrzebne są te motylki. I kto wie, może spotkasz kogoś, kto Cie o nie przyprawi
masz 25 lat pomyślał.. Jak do tej pory nie miałaś motylków to już ich mieć raczej nie będziesz.
Chwila milczenia:
Ona: Co myślisz
Chyba pierwszy raz spytała go co o czymś myśli. Rzadko go pytała o jakieś opinie. Miała za to 100-ki pytań technicznych. Jak zrobić to, jak tamto. Zresztą na temat rzeczy o których już dawno powiedział jej, ze się na tym nie zna. Hmm może jej to sprawiało przyjemność?
On: Smutno mi.
Jej się wydawało, że mu smutno, bo ona, taka wspaniała go zostawia. A on się smucił, że to takie beznadziejne. Że ona okazała się tak fałszywa i nieprawdziwa. Że to wszystko to takie gówno, gówno, gówno.
Im bardziej myślał tym smutniej mu z tego powodu było.
Schował zapalniczkę do paczki.
On: Wiesz, chyba już sobie pójdę.
Wyciągnął książkę spod jej ręki. Niezbyt delikatnie.
Wsadził ją do plecaka.
On: Jakoś nie mam już dziś ochoty z Tobą rozmawiać.
Zastanowił się... czyżby jej oczy zrobiły się wilgotne?
Założył szalik, kurtkę.
Spojrzał na nią i powiedział
- Powodzenia
Zimno, sucho, krótko, bez wielokropków i bez wykrzykników. Jedno martwe słowo.
Odwrócił się i wyszedł.
Gdzieś w środku zrodziło się w nim coś okrutnego, pierwotnego.
Zastanowił się, czy jeszcze kiedyś będzie dla jakiejś dziewczyny tak dobry jak dla niej. Coś głęboko w nim mówiło mu, że nie warto.
"Czy możemy się spotkać i pogadać?"
Oho.. pomyślał sobie. A więc koniec. Trochę niespodziewany..
Umówili się w City Cafe o 18.
Jak zwykle musiał na nią czekać.
Nim przyszła zdążył wypalić kilka papierosów, poczytać "Pogadanki o muzyce" Muchenberga, porozmyślać.
Wiedział o jakimś absztyfikancie, który umizgiwał się do niej w smsach. Pewnie nie tylko w smsach. No ale to była wiedza zdobyta.. nielegalnie. Nie chciał robić z niej użytku. Poza tym wszystko wydawało się iść w dobra stronę. No a jednak.. ta kobieca logika i swoiste wyrachowanie. Napełniło go niesmakiem to, że ten proces trwał. Nie tak znowu krótko. Że te wszystkie wspólne chwile były podszyte fałszem takiej emocjonalnej zdrady.
Sam nie był święty... oj nie. Ale mimo paskudnego charakteru starał się zwalczać swoje pokusy. Starał się być coraz lepszy, coraz bardziej lojalny wobec niej.
Uświadomił sobie teraz, że ona we wszystkim niemal była egoistką. Począwszy od świątecznego prezentu, poprzez spotkania, po sex.
W łóżku ani razu nie miał z nią orgazmu. Tu znowu była egoistką. Sama zaspokojona nie interesowała się tym, czy jemu jest dobrze. Poza tym przecież gdzieś tam był ktoś jeszcze. Może z nim tez sypiała. A z tą myślą nosiła się już pewnie jakiś czas.
Nawet to kiedy to robi.. jest takie wyrachowane. Chwilę przed powrotem siostry do domu. Przecież nie może się pokazywać w domu raz z jednym, raz z drugim facetem.
Co za wyrachowana suka!
Przyszła wreszcie.
Nie miał ochoty już tam siedzieć. Ale chciał usłyszeć co ma do powiedzenia.
On: Chciałaś porozmawiać o czymś szczególnym, czy tak po prostu?
Ona: O czymś szczególnym
On: No to do rzeczy?
Ona: Możemy zaczekać na piwo?
Trudno było się doczekać. Kelnerka nie przychodziła. I nie przychodziła i nie przychodziła. A ona truła jakieś bzdury. Że nie będzie mieć jednak pieska, bo ktoś go wziął, że coś tam coś tam. On już właściwie nie słuchał. Palił papierosa, dławił w sobie wściekłość i obrzydzenie. W końcu ona nie wytrzymała i sama poszła po coś do picia.
Wróciła:
On: To co tam masz mi do powiedzenia?
Patrzył na nią z satysfakcją.. jak wije się i skręca. Jak chcę to wydusić z siebie a nie może.
Ona: Myślę, że nie powinniśmy już się spotykać.
On: Ok
Ona: Jak to? Tak po prostu ok?
On: A jak inaczej? Czegoś innego się spodziewałaś?
Pomyślał, że można by jeszcze chwilę pociągnąć tę grę.
On: A myślisz tak z jakiegoś szczególnego powodu?
Ona: No ja jakoś tego nie czuję.
przypomniał sobie jak parę dni wcześniej mówiła coś zgoła innego. A to, ze się w nim zakochała, a to, ze jest zła bo się widują tak rzadko.
A potem przypomniał sobie Transatlantyk czytany co rano przez młodego Stuhra.
Zastanowił się nad tym, że warto by było zobaczyć jak ten Gombrowicz zapisał słowa "gówno" i "gówniarze". Skąd ten Maciek wynalazł taki sposób wypowiadania. Gdzieś w tekście musiała być jakaś wskazówka.
On: A może jest ktoś jeszcze?
Ona: To też..
Ledwo dostrzegalny zarys uśmiechu takiej chorej satysfakcji pojawił się w kącikach jego ust. Miał wielką chęć rozwinąć ten temat. I ją trochę tym pomęczyć.
Zastanawiał się po co ona na niego tak patrzy. Bezczelna gówniara. Próbuje się uśmiechać.
Ona: Ale to nie o to chodzi. On mi po prostu coś uświadomił
Jaka ona beznadziejna pomyślał.
Ona: To jest tak, ze gdybym potrzebowała teraz stabilizacji, chciała założyć rodzinę, mieć dzieci, to byłbyś idealnym facetem. Uwielbiam z Tobą przebywać, świetnie się z Tobą czuję, ale chyba nie jestem w Tobie zakochana. Brakuje mi motylków w brzuchu. a jestem jeszcze w takim wieku, zę wierzę, ze one są.
On: No tak masz do tego prawo. Niektóre z kobiet chyba, rzeczywiście czują te motylki. To pewnie fajne uczucie. Choć w sumie nie wiem. Ja może i czułem te motylki czasem. Ale to jak mam biegunkę i sumie dobrze mi się to nie kojarzy. No ale może Tobie potrzebne są te motylki. I kto wie, może spotkasz kogoś, kto Cie o nie przyprawi
masz 25 lat pomyślał.. Jak do tej pory nie miałaś motylków to już ich mieć raczej nie będziesz.
Chwila milczenia:
Ona: Co myślisz
Chyba pierwszy raz spytała go co o czymś myśli. Rzadko go pytała o jakieś opinie. Miała za to 100-ki pytań technicznych. Jak zrobić to, jak tamto. Zresztą na temat rzeczy o których już dawno powiedział jej, ze się na tym nie zna. Hmm może jej to sprawiało przyjemność?
On: Smutno mi.
Jej się wydawało, że mu smutno, bo ona, taka wspaniała go zostawia. A on się smucił, że to takie beznadziejne. Że ona okazała się tak fałszywa i nieprawdziwa. Że to wszystko to takie gówno, gówno, gówno.
Im bardziej myślał tym smutniej mu z tego powodu było.
Schował zapalniczkę do paczki.
On: Wiesz, chyba już sobie pójdę.
Wyciągnął książkę spod jej ręki. Niezbyt delikatnie.
Wsadził ją do plecaka.
On: Jakoś nie mam już dziś ochoty z Tobą rozmawiać.
Zastanowił się... czyżby jej oczy zrobiły się wilgotne?
Założył szalik, kurtkę.
Spojrzał na nią i powiedział
- Powodzenia
Zimno, sucho, krótko, bez wielokropków i bez wykrzykników. Jedno martwe słowo.
Odwrócił się i wyszedł.
Gdzieś w środku zrodziło się w nim coś okrutnego, pierwotnego.
Zastanowił się, czy jeszcze kiedyś będzie dla jakiejś dziewczyny tak dobry jak dla niej. Coś głęboko w nim mówiło mu, że nie warto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
