piątek, 12 listopada 2010

tap madl

Todaj aj łas tap madl:)

olmost nejked seszjon

to mu się udało

Co jak co, ale to koledze PK się udało..

"Nie ma psa.. A jakbym miał to pewnie bym go już zjadł"

wiem, że to nie śmieszy, ale jak się doda kontekst.. to już cacy.

Ale jak dodać tak szeroki kontekst w paru zdaniach?

Zachwiana przyjaźń

Mój licznik przyjaciół niebezpiecznie się zaciął tuż nad krawędzią niebezpiecznie niskich liczb naturalnych.. Jeszcze chwila i nawet naturalne się tu nie zmieszczą.. Bo chyba zero już takie nie jest.

Rozwinięcie tej historii jest takie, że od 25 września odwaliło mi.. i to mocno. do 25 września był względny spokój i tendencja wznosząca.. a potem równia pochyła w dół. Ostry kąt..:(

brrr
będzie więcej

poniedziałek, 26 lipca 2010

Nigdy nie wiesz co Cię podniesie na duchu

Byłem w Brańsku.
W piątek późnym wieczorem wracałem z Rynku na Ogrodową.
U skrzyżowania Sienkiewicza i ulicy Rynek usłyszałem taki oto fragment dialogu dwóch srogo podchmielonych autochtonów.

- Andrzej, Ty się nie bój - rzekł Sławek wykonując rękoma dziwny taniec, który był jakimś kompromisem potrzeby gestykulacji, a potrzeba niewylania piwa. Głębsza refleksja podpowiada, że był to tez jakiś permanentny proces walki o zachowanie równowagi, któremu to celowi zresztą u obu rozmówców służyła ta charakterystyczna postawa "na snopki". I kiedy tak ich nosy się niemal o siebie ocierały, czoła stykały, a po twarzach spływały stróżki potu i powiedzmy to szczerze - śliny nagromadzonej tu przez dłuższą dyskusję, wtedy to właśnie Sławek dokończył.

- Andrzej, Ty się nie bój. Człowiek zawsze musi sobie dać radę.

Jakaż głęboka prawda została ukryta w tym skromny fragmencie. Jaka siła przekazu. Minęło parę dni a ja ciągle czuję, że zawsze sobie muszę dać radę!

sobota, 15 maja 2010

punkt widzenia

Dziś odebrałem ze sklepu swój nowy nabytek - rower.
Z pogardą patrzyłem na pieszych, którzy szlajali mi się po ścieżce rowerowej..

no cóż punkt widzenia, wpływa na nasze spostrzeżenia:)

niedziela, 9 maja 2010

Teraźniejszość

Teraźniejszość to dla mnie coś nieuchwytnego.
To jakas osobliwość pomiędzy przeszłością a przyszłością.
Zupełnie nie wiem jak sobie z nią poradzić.

Według prezentyzmu to jeden z trzech stanów, obok przeszłości i przyszłości.
W liniowej koncepcji czasu - część linii czasu dziejąca się obecnie.
według Ani Kobieli to "to jest radość nie tłamszona przez bóle przeszłości i strach o przyszłość"


Ale co to jest to obecnie?

Rozumiem pojęcia dziś, czy nawet w tej minucie, ale nie rozumiem pojęcia teraz.

To teraz - w takim dosłownym sensie, zupełnie mi się wymyka. To co napisałem przed chwilą w infinitezymalnie małym ujęciu czasu jest już dawno przeszłością. Tak samo jak natychmiast staje się przeszłością to co za chwilę zrobię.

W moim odczuciu jest właśnie tylko to co zrobiłem i to co zrobię. I jedno w drugie przechodzi w jakiś przedziwny sposób. I gdzieś tu tkwi jakis paradoks...
Bo pewna przeszłość powstaje z niepewnej przyszłości.

To co tu piszę, mógłbym napisać na wiele sposobów. Mógłbym przerwać to pisać, albo wcale tego nie napisać.

Na ile to jest zależne ode mnie samego? Na ile jestem Panem tego wszystkiego?

Nie ogarniam tego

sobota, 8 maja 2010

oddech

pierwszy oddech, oddech powietrzem tego codziennego świata, człowiek musi zacząć się od wdechu. Nie ma innej możliwości. Następujący po nim wydech dopełnia tego pierwszego cyklu życia, które później jest jest odmierzane miarą tych niezauważalnych wdechów i wydechów.
Czasem tylko niespokojna troska o innych każe nam nasłuchiwać tego rytmu powietrza. Uspokaja nas jego dostrzeżenie.
Czasem przypomni o nim tęsknota za kimś, kto jest daleko. Przynajmniej tak daleko, że go nie słyszymy, nie widzimy, nie czujemy.
A czasem budzi się w nas wielki smutek, że już nigdy go nie usłyszymy.