poniedziałek, 14 grudnia 2009

ehhh

za dwie minuty północ. Kiedy to skończę.. będzie NIEWIADOMOKTÓRA. Dziwna godzina. Odległa i niebezpieczna.
Słyszę dźwięk przekręcanego w zamku klucza. To współlokator wraca. Wybrał się na kebaba. Na zewnątrz mroźno. Śnieg, lód.
Znowu nie było gdzie zaparkować. Wybieram coraz dziwniejsze miejsca. Tym razem prawie że w kontenerze na śmieci.
Ci ludzie są złośliwie głupi. Stawiają te samochody tak by zmieściło się ich jak najmniej. A wystarczyło by tylko trochę ciaśniej. Tylko trochę użyć tych szarych komórek i było by parę miejsc więcej. Niedużo, ale wystarczająco.

W radio jakieś stuku puku. I tak którą stację bym nie włączył to jest to samo.
Stuku puku Stuku puku i coś tam szmera pomiędzy.

Na dwójce było coś innego. Setki odgłosów Ajjj wydawanych przez osoby różnej płci, wieku, pewnie też różnego koloru czegokolwiekchcesztotuwstaw.

dupa dupa dupa

Mam dziś jakiś zły dzień.
A miał być dobry. I w sumie powinien być dobry.
Zaczął się od męskiej decyzji i finezyjnego maila do jakiejś Pani z HRów pewnej dużej firmy posiadającej swój własny paszport.
Uprzednio spojrzałem na mapę i powiedziałem sobie, że to bez sensu, by dwie godziny dziennie spędzać na podróży do i z pracy. Same straty.
Teraz ten cykl zajmuje 40-50 minut i daję radę. Mogę sobie zapalić fajkę na Marynarskiej, gdy jest pod górkę, posłuchać kanonu dwójki. Czasem jest naprawdę interesująco - jak dziś koncert na Bethoveena na dwa rogi naturalne i orkiestrę smyczkową. Cud miód i orzeszki. Robiło wrażenie. Jeszcze nie słyszałem by na zwykłej waltorni ktoś tak grał. Ten sound, ta techniczna lekkość. I kurde nie wiem jak wygląda ten róg naturalny. Po tym co grali nie może być inaczej, jak tak, że jest to pozawijana rura z dziurkami. Bo nie da się, kurna się nie da wygrywać takich rzeczy tylko na jednym szeregu harmonicznym. Nie ma bata!

A potem było na przemian.

Na przemian dobrze i źle. Wesoło i smutno. To dostałem pochwałę wdzięczności od kolegi za świetne narzędzie, to szef wszystkich szefów strofował mnie za to, ze go zastawiłem samochodem. No i miał rację. Ale że musiało akurat dziś paść akurat na mnie!?


W nocy miałem dziwne sny.
Śniło mi się, że mam dziecko..chyba córeczkę z dziewczyną, która we śnie był dla mnie znana.. a tak na jawie.. to nie mam pojęcia kto to mógł być. I ta dziewczyna ukrywała przede mną tę tajemnice. Dopiero teraz ją poznałem. I to w taki sposób, że nie miałem pewności czy jest moja.
I nie wiedzieć czemu ta dziewczyna powiedziała o tym tylko Cioci Danusi.. wniosek? Musi być z Lublina/Świdnika:)
We śnie bawiłem się z maluchem. I to jest drugi raz w życiu jak śnią mi się maluchy. I chciałbym mieć takiego malucha. I mi teraz smutno. Bo nie mam. I nie bardzo mam z kim mieć. Choć może to nie tak. Może i by się to dało załatwić. Ale było by.. trudno.. oj trudno.


i nie chce mi się więcej pisać

czwartek, 5 listopada 2009

Dawno nie słyszane...

Round Midnight..

James Carter

Sax Barytonowy..

Wspomnienia wracają. To Chili Zet jest naprawdę całkiem porządnym radyjkiem

niedziela, 1 listopada 2009

Bill Clinton..

Odsłonił swój pomnik, który znajduje się przy bulwarze Billa Clintona w centrum Prisztine..

piątek, 30 października 2009

Take 6

Ostatnio godzina 16 jest dla mnie godziną niespodzianek.
Kilka dni temu było to wypowiedzenie w pracy..

.. a dziś.

Dziś zadzwoniła do mnie znajoma. Nie miałem już jej numeru w komórce.. I rzekła.

Cześć Rafał tu Krysia, mam bilety na Take 6. Idziesz ze mną?

Jak nie idę jak idę?


4 godziny później rozpoczęło się najszybsze 1,5 godziny mego życia
Ale zanim to nastąpiło zwiedziłem pół Warszawy.

Pojechałem do radia PIN po te bileciska. (Miałem ochotę ucałować łysego Pana z muszką w to jego łyse czółko)
Skoczyłem do Bonifratrów po kropelki dla stryjka.
Pojechałem do siebie na Włochy, zmieniłem spodnie, założyłem koszulę, wsiadłem w moją Mercedes i 20 minut później byłem już w Sali Kongresowej czekając na muzyków..

no i mnie olśniło.. ale może o tym później

czwartek, 29 października 2009

Ona i On ... to akurat bolało

Ona: masz razje nasze ostatnie spotkanie wypadło sztucznie i tak nie może być, a że ja nie umiem inaczej i raczje sie nie nauczę to chyba nie powinno być nic
On: ok ...
...więc nie będzie nic
choć już kiedyś tego próbowaliśmy, no ale może tym razem uda się to zrobić dobrze

Ona: pewnie dużo zależy ode mnie, ale jak się chwilę nad tym zastanowisz to może dojdziesz do podobnych wniosków i tym razem się uda

On: ja mam swoje wnioski, nie można robić w takich relacjach niczego na siłę.. w tym walczyć o przyjaźń. Czujesz, że to dobre dla Ciebie.. no trudno
Ona: to najprostsze rozwiązanie
On: postaram się dostosować
...smutno mi
...ale widocznie nie może być inaczej
Ona: mi tez było wiele razy smutno..
troche się posmucimy i z czasem przyzwyczaimy

On: mi tez nie pierwszy raz jest smutno

Ona: no ot skoro dostarczamy sobie tylko przykrości ......... to sam widzisz........

On: no widzę

On: Magda ...nie ma sensu już o tym gadać
...podjęłaś decyzję i tu żadna rozmowa nic nie pomoże, postaram Ci się w tym pomóc

Ona: tak już nie ma potrzeby o tym rozmawiać

On: no i życzę Ci szczęścia .. we wszystkim

Ona: Magda: ja Tobie też

On: dziwne uczucie tak się z kimś żegnać na całe życie... zrobiło się dramatycznie

...Pa pa Monalisa

Ona: pa



-------


Ostatni raz zapłakałem przy grobie mojej Cioci... nie tak dawno. To takie łzy tęsknoty, za kimś kogo już nie ma, choć tyle czasu był... wypuszczona bezradność, smutek, żal.. to było uwalniające.
... teraz znowu łzy mi się cisną do oczu, w tej cholernej pracy, którą przedwczoraj straciłem, a w której znalezienie Magda wkładała dużo swego zaangażowania...serca.
... trudno powiedzieć, że straciłem przyjaciela.. może po prostu go nie zyskałem.
Nasze drogi rozmijały się. Kiedy ja chciałem.. nie chciała Ona. Ostatnio sprawy przybrały odwrotny obieg...
.., choć przez ten czas łudziłem się, ze to coś więcej niż tylko relacja posiadać, nie posiadać. Wszystko albo nic.
... nasze ostatnie rozmowy wyleczyły mnie z tych złudzeń. A dziś zrozumiałem, że dla niej nic więcej pomiędzy nami nie może być stworzone.
... ale przynajmniej uczciwie to powiedziała, co chyba tylko pogłębia mój smutek. Bo była warta tej moje przyjaźni. Być może ja nie jest wart takiego uczucia z jej strony.. tylko czy tym razem te łzy mi pomogą?]

środa, 28 października 2009

najwazniejsze..

"Wzasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. Wtedy już nie wiadomo, co jest najważniejsze"

Marek Edelman

szukam pracy - dzień 1

Pierwszy szok i smutek już za mną.
Siedzę dziś w pracy na pewnym luzie.
Wykonuję swoje obowiązki i przeplatam je wypełnianiem CV.
Boli mnie głowa. I oczy.. może od okularów? A może to kac.
Przewrażliwiony jestem.
Razi mnie światło i głośne dźwięki..
Powoli rozpędzam machinę poszukiwań

wtorek, 27 października 2009

szukam pracy..

Dziś w końcu się wyspałem. Po prostu obudziłem się wyspany.
W drodze do pracy zorientowałem się, ze zapomniałem telefonu.. to całkiem ciekawe i miłe uczucie było.. to zerwanie łańcucha..
Nic nie zapowiadało tego co miało wydarzyć się koło godziny 16.

Zebranie. Niezbyt wesołe miny kierownictwa.. Drżący głos prezesa.
Wiedziałem co się święci. MOje nazwisko padło jakie ostatnie.
Mimo wszystko to bardzo podłe uczucie.

Potem krótka rozmowa.. już w gronie dyrektorów. Czuć, ze szczerze było im przykro.
I trudno mieć do nich żal. Firma musi przetrwać..

ja też. I na pewno dam radę.:)!

Ona i On - Strażak Iksecka

On: hey... miłego dnia
… zapomniałem dziś ze sobą komórki
Ona: ojoj .... ja to jak bez ręki się czuje, tak bez komórki
On: heh… no jest to trochę dziwne… ale w sumie fajne uczucie
Ona: fakt
On: tzn nie posiadanie komórki
… a nie ręki
Ona: jedno i drugie jest dziwne, muszę przyznać
On: w sumie niewiele wiem o tym jak to jest nie mieć ręki
Ona: ale że fajne uczucie to się nie zgodzę bo zostaje kompletnie bez kontaktu
On: ale to takie wiesz.. uwalniające mimo wszystko
... kiedyś nie mieliśmy komórek i żyliśmy
Ona: ja się tylko domyślam jak to jest -jak masz nieczynną rękę z powodu jakiejś kontuzji to przecież już dramat
… tak ... ale chociaż stacjonarne mieliśmy a ja nie mam żadnego innego telefonu oprócz komórki
… teraz mamy komórki, internet i komunikatory ... kontakt na bieżąco i nagle jak ktoś ci to zabiera to nie wiesz co ze sobą zrobić
On: hmm ale to jest silne uzależnienie właśnie
… takie.. nienaturalne i fajnie jest mieć do tego dystans
Ona: biegniesz gdzieś, w międzyczasie dzwonisz i umawiasz się na bieżąco... za 5 minut .... godzinę, tu albo tam bo właśnie coś musisz jeszcze .....
On: nie mieć tego i się dobrze czuć
… no właśnie..
… coś jeszcze musisz
… ciągle coś musimy:)
… to jest bezsensowne totalnie
Ona: no może i tak .... no musimy ...
On: to ciągle coś musimy ustawia nasze życie
… i nasze życie już nie jest nasze, bo ciągle coś musimy
Ona: no ja muszę .... biegnę po śrubki, muszę kupić silikon, biegnę odebrać coś z poczty, muszę poczekać na monterów ..... itd.... itp ....
… i takie życie
On: no tak tak
Ona: o
On: ale jak to się skończy to będziesz musiała coś innego, ciągle coś będziesz musiała
Ona: no jasna sprawa … ale bez "muszę" też ciężko żyć, bo nic cie nie determinuje
On: a może w miejsce muszę wstawić "chcę" "mogę"? jak to nic nie determinuje?
Ona: no tak .... można
On: Ty determinujesz życie a nie ono Ciebie
Ona: „chcę”, „mogę” też determinuje
On: no właśnie... a najwięcej tego muszę jest
Ona: racja … ale ja lubię muszę bo inaczej nie mogę się pozbierać
On: tylko kwestia z czego to wynika:)? … czasem może warto się zastanowić i odpowiedzieć sobie na to pytanie. Może wolisz odpowiedzialność za swoje życie, swoje szczęście zwalić na "muszę" zamiast na siebie
… muszę do pracy, muszę po pracy, muszę to, muszę tamto, dzień mija i jesteś spokojna bo spełniłaś tyle tego "muszę"
Ona: nie filozuj mi już .... :)
On: czasami człowiek "musi" ;)
… ja lubię filozować
Ona: czasami człowiek musi, inaczej się udusi
On: niestety coraz rzadziej to robię … bo np ktoś mówi nie filozuj i mnie gasi!
Ona: hahah :)
… strażak
On: Strażak … Iksecka - dobry tytuł dla książki
Ona: piszesz ?
On: nie ma filozowania nie ma pisania … a więc i nie piszę
Ona: nie pisz nie pisz
On: dlaczego
Ona: bo żaden ze mnie strażak ... nakłamałbyś
… chociaż jakaś fikcja literacka .....może i byłoby dobrze

niedziela, 25 października 2009

One zawsze chodzą parami...

Dziewczyny na których mi zależy.
Zawsze pojawiają się parami. Niekoniecznie równocześnie, ale zawsze gdzieś w nieodległym od siebie czasie.
Na ogół są bardzo, bardzo różne. Od fizyczności zacząwszy, na charakterze skończywszy. Ale zawsze, ZAWSZE, są dwie!
Kiedyś myślałem, że to może przypadek. Że tak bywa... Ale teraz mam pewność. To nie żaden przypadek.
Tym rządzą jakieś głębsze prawa!

Są tez inne prawa. Prawo serii. Jak się nie interesuje mną.. to żadna się nie interesuje, aż tu nagle zaczyna się okres zainteresowania i wtedy jest jakiś tabun.

Choć ostatnio jest trochę inaczej. Stale jest ktoś, kto to zainteresowanie wyraża.. no przynajmniej dużo częściej niż kiedyś.. może wszedłem w taki atrakcyjny dla kobie wiek.. nie wiem

Ale gdy jakaś zacznie mnie naprawdę interesować to już mam pewność, że pojawi sie drugą równie bardzo interesująca..

i weź tu człowieku bądź mądry

czwartek, 22 października 2009

Ona i On - grunt to dobrze skończyć..

.. choć czasem to może potrwać


Ona: źle zaczęliśmy trochę


On: ale dobrze skończymy!!


Ona: he he...
...w sensie?


On: CO w jakim sensie?


Ona: no w sensie jak skończymy, że dobrze?


On: no normalnie! Definitywnie i porządnie:D


Ona: he he..
.. no spoko ..
..jeszcze parasolka!


On: tak... zastanawiam się czy z nią nie będzie mniej dramatycznie?


Ona: blueheheh


On: to musimy wymyślić jakiś fajny, dramatyczny koniec! Myślę, że tego nikt do tej pory nie robił
by tak wspólnie, zgodnie zaplanować zakończenie!

Ona: he he
ok... spoko

.. ale że co? że będę krzyczeć?!
..i rzucać w Ciebie ta parasolka?!?
..czy jakoś inaczej?

...jak to sobie wyobrażasz?


On: nie no nie róbmy scen! Tak to się setki, co tam.. miliony osób rozstawało! Poza tym, jak źle trafisz to się jeszcze w sądzie spotkamy i to chuj nie rozstanie będzie


Ona: no to jak?? A w sadzie w jakiej sprawie?


On: ?

...uszkodzeń ciała :)

Więc np tak, byśmy sobie wymyślili taki najpiękniejszy dzień jaki można razem spędzić, potem go tak razem spędzili i nigdy więcej byśmy się już nie zobaczyli!?

Ona: e heh e he... można pomyśleć,
...tylko wiesz nie wiem czy się dogadamy co do najpiękniejszego dnia nawet?


On: jestem gotów pójść na daleko posunięte ustępstwa!


Ona: he he..
..spoko


On: No to pomyśl o tym, jakby on mógł wyglądać ok? I zaczniemy go sobie układać w głowach, dyskutować, aż dojdziemy do kompromisu.. znajdziemy złoty środek. Idealny dzień i idealne pożegnanie... rozstanie

Ona: dobra... spoko

Ona i On - Misiu z miękkiego żelaza

Ona: :* Lubię Cię bardzo, wiesz?
Ona: słodkich snów ciepły człowieczku
Ona: z mocnymi poglądami
Ona: mój Ty... misiu z miękkiego żelaza

Ona i On - nauczyłam się od CIebie pokory

Ona: co mi jeszcze powiesz?
Ona: lubię Cię słuchać ,bo dużo uczę się od Ciebie
On: a czego chciałabyś się ode mnie nauczyć?
Ona: nie wiem
Ona: wszystkiego
Ona: może życia
On: myślisz, ze ktoś Cię może nauczyć jak masz żyć?
Ona: nie wiem tego
Ona: nauczyłam się od Ciebie pokory
Ona: jak być prawdziwą
Ona: nie owijać w bawełnę
Ona: bo to nic nie da
Ona: nie pomoże mi to
Ona: tylko szkodzi
Ona: wiesz co...?
On: tak?
Ona: uważam Ciebie za zajebistego faceta z wielkim sercem
Ona: ciepłym sercem
On: to miłe

czwartek, 15 października 2009

nie palę

ot tak po prostu.
Bez specjalnego rzucania. Po prostu któregoś pięknego dnia - jakieś 3 tygodnie przestałem palić.
Wczoraj nawet próbowałem zapalić i jakoś mi nie szło. Chory jestem czy co?
A może to skutecznie działający tabex. Kolega z pracy zaczął brać te tabletki i widocznie są tak skuteczne, że działają tez na mnie.

a tu do posłuchania Oldfield, którego ostatnio męczę

wtorek, 13 października 2009

dziewczyny wiecznie chichoczą

No właśnie.
Nie wiem dlaczego tak jest, ale w pewnym wieku dziewczyny permanentnie niemal chichoczą.
Wystarczy, ze są dwie na raz i dostarczy im się jakiś bodziec z zewnątrz i już jest chichotanie.
Bo ktoś kichnął, bo ktoś się potknął, bo cokolwiek.

i w co to się potem przepoczwarza?

poniedziałek, 12 października 2009

system

Współczesne Państwo to taki doskonały złodziej.
Hmmm a może niekoniecznie Państwo.. ale rządząca elita i biurokratyczno-administracyjny rak, rozrastający się na wszelkie możliwe urzędu o instytucje. Czy są jeszcze jakieś zdrowe?
Do tego jest jeszcze jeden złodziej. A właściwie banda złodziei. To są banki.
Pod otoczką formalnej uczciwości wydoją z nas każdą złotówkę.
Nawet rzygać się nie chce patrząc na to wszystko. Bo wyjdzie jeszcze tak, że i za to rzyganie trzeba będzie zapłacić.
I to wszystko dokonuje się w świetle prawa!
Zbrodnia doskonała

czwartek, 8 października 2009

...

na czymś trzeba polegać!

jeśli nie na własnym słowie, to na czym?

środa, 7 października 2009

pralka

Posiadanie pralki to coś wspaniałego. Przez lata mieszkania w akademiku i internacie zmuszony byłem prać w jakichś dziwnych, zmęczonych życiem maszynach.

A teraz mamy zgrabną, pełną wigoru praleczkę, która lubi prać. I ubrania nie dość, że są wyprane (te z akademickiej pralki czasem były w stanie gorszym po praniu niż przed) to jeszcze moga pachnieć!

Jestem tym po prostu zachwycony! Szczególnie po tym, gdy odkryłem program na 32 minuty!

Niech żyje pranie!

czwartek, 1 października 2009

Bękarty Wojny

Byłem wczoraj z pewną przyszłą nimfomanką na tym filmie. I byłem pod dużym wrażeniem tych wszystkich szczególików, które były tak fantastycznie oddane. Trudno było mi oderwać wzrok od gry Christopha Waltza. Perfekcyjna rola. Chciałbym zobaczyć jakieś inne filmy, w których gra.
Podobał mi się też Brad Pitt jako porucznik Aldo. Ale ten charakter był mniej subtelny. Prosty Jankeski typ. Genialna scena z włoską konwersacją.
No i choć raz ktoś ubił tego Hitlera. Chociaż w filmie.

jak wulkan

No właśnie.. ostatnio jestem spięty i nerwowy. I czasem wybucha we mnie ta złość, takie totalne wkurwienie. Niszczycielska, wredna siła, która niszczy wiele po drodze... ale może ma jakąś funkcję? Może oczyszcza, usuwa zbędne śmieci z mego życia i szykuje pole pod coś nowego. Nie wiem.
Albo to, albo trzeba będzie pójść do jakiegoś lekarza od głowy.

poniedziałek, 28 września 2009

Ona i on - .. no i wredny

z życia wzięte:

On: a będą jakieś fajne dziewczyny?D
Ona: tylko dziewczyny Ci w głowie
On: no a co chłopcy mają być?
tez chcę kogoś poznać
Ona: wiem, wiem, żartuję Ty lovelasie jeden
On: no ja lovelas.. dajże spokój:D
Ona: a kto rozkochuje te wszystkie dziewczyny, ja??
On: które wszystkie? dwie raptem
Ona: no to już coś nie?
On: no bo wiesz jak kobieta się decyduje na sex ze mną.. no to niestety
Ona: co niestety?
On: jest ryzyko, ze się zakocha
..bo kto jej lepiej zrobi? hmm?:D
Ona: głupi, kobieta nie dlatego przecież się zakochuje
On: nie nie:) hehe
Ona: Ty jesteś po prostu do tego ciepły, inteligentny i uroczy, no i wredny'
On: :D czyli wszystko co kobiety lubią
Ona: dokładnie tak
On: chyba sobie na blogu to walnę

no i walnąłem

niedziela, 27 września 2009

Balet

Byłem dziś z R. na Tristanie. Balet w dwóch aktach.
Dobrze, że niedawno oglądałem bajkę o T i I. Mogłem się połapać mniej więcej kto jest kto i co się dzieje.
Trudno powiedzieć by mnie ta sztuka oczarowała. Ale wprowadziła mnie w specyficzny nastrój. Mam tak chyba zawsze, gdy obcuję z jakąś nową, nieznaną mi formą sztuki.
Początek nie wróżył niczego dobrego.
Muzyka nie porywała, a i piruety tancerzy budziły tylko ciąg takich samych pytań. Dlaczego? Po co?
Dlaczego on się tak rusza? po co wykonuje te wszystkie gesty?
suivi - pas de bourrée zamiast ze zwiewnością skojarzyło mi się raczej z krabami chodzącymi w bok na cienkich nóżkach.
Skoki i piruety wydały mi się formą dla formy.
I dlaczego ten Tristan tyle śpi?
Do tego nie pomagały jakieś techniczne problemy, przez które 1/3 tła inscenizacji, zamiast przygotowanych kompozycji wyświetlała jakieś logo, lub ikonę gniazd i wtyczkę.
Opera Narodowa! Brawo


Akcja bardziej zrozumiała stała po walce z Morhołtem. Tego Pana trudno było przeoczyć i była to pierwsza postać, z której tańca coś zrozumiałem. Dalej było coraz lepiej. Choć nie rozumiałem dlaczego Tristan opiera się Izoldzie. Widocznie był nieśmiały. Jednak ten opór zaowocował możliwością zobrazowania tańcem przemiany jaka w nich nastąpiła po wypiciu magicznej mikstury.

W drugim akcie wyrazistości zyskał nie tylko taniec, ale i muzyka. Znacznie to wyostrzyło moją percepcję i dostrzegłem nawet kilka zwiewnych, ale urzekających momentów, w których ta muzyka naprawdę współgrała i obrazowała całą historię. Zwykła zmiana kierunku ruchu, połączona ze zmianą akordu, zgrane w czasie tworzyć mogą niesamowite wrażenie.

Do tego muzyka coraz więcej miała do obrazowania. Zawiłe relacje i historie dzielące i łączące Tristana, Marka i Izoldę dawały pole do popisu.
Obejrzałem i mam mieszane uczucia. Dla nabrania ogłady i zdania wypadałoby zobaczyć od czasu do czasu takie przedstawienie.

Paszła!

Kolejna znajoma. Monika K.
Lat dwadzieścia? Może dwadzieścia jeden.
Jak kiedyś zapomnę, dlaczego wolę dojrzałe kobiety, to niech mi ktoś przypomni Monikę K - wakacyjną FAMA-owską "miłość", której agonię przedłała znaczna porcją listów (z których 90 % było skierowanych do niej).
Taka młoda siksa po prostu nie wie czego chce. I niech mnie już nie nachodzą nigdy takie myśli, że są od tego wyjątki. Taka Panienka, to musi się w życiu nauczyć paru rzeczy i porządnie sparzyć. Trafić na jakiegoś drania, który zrobi jej bachorka, a potem sponiewiera. Musi swoje odcierpieć, odczekać, wypracować i wtedy dopiero w jej ślicznej, albo już i nie, główce dojrzeje myśl taka, że może coś przeoczyła? I wtedy jej myślenie nabiera pewnych kształtów. Bo oto już wie czego chce. Mało tego! Wie, ze prawie to miała. Tylko teraz kto zechce taką starą pannę, albo i nie pannę po przejściach?

Z dwojga złego wolę jednak taką, która już coś w głowie ma. A smarkula? Paszła!

piątek, 25 września 2009

Problem wzrostowy

Na portalu S. zauważyłem pewną niewiastę intrygującej urody. Po całkiem miłej i wesołej korespondencji zaproponowałem spotkanie. No i pojawił się problem wzrostowy! Dziewczę co prawda jest ode mnie niższe, ale uzbrojone w pokaźnej długości szpilki będzie wyższe.. no i to jest proszę
Państwa problem nie do pokonania. Bo przecież to najważniejsza sprawa na ziemi! Partner ma być wyższy.

Zapewne jest to uwarunkowane genetycznie. Wyższy samiec może wypatrzeć niebezpieczeństwo z nad głowy samicy.

No i co powiedzieli by ludzie?

środa, 23 września 2009

posklejałem to do kupy

przybierałem się do tego długo.. Chyba więcej jak dwa lata.
Pamiętam moment, w którym wszystko się posypało. I tą niezdrową radość w oczach kobiety, którą jak mi się wydawało kochałem.
Właściwie to stało się to dwa razy. Za pierwszym jakoś to wybaczyłem. Zresztą wtedy to nie było dla mnie takie ważne. Choć i łatwiej było by to wszystko poskładać. 3 nierówne części. Niezbyt skomplikowana układanka.
Za drugim razem zabolało mocniej. Być może i ta jej zazdrość była trochę uzasadniona. Ale z drugiej strony jak można być zazdrosnym o przeszłość, o wspomnienia. O coś co miało miejsce na długo przed tym nim się poznaliśmy?
Trzymałem te części w rozsypce tak długo. I w końcu kupiłem klej i posklejałem.
Znowu mam Kubek Korzenia. Choć się już raczej niczego z niego nie napiję!

BBBZzzzzzzzzttt

Ciche spięcie. Coś się przepaliło.
Jak uwarunkowania gholi Duncana Idaho.

Powiem to kurwa tylko raz. Ale dobrze.
Już mam dość.
Dość tego cichego bycia tym kim chcecie bym był.
Dość myślenia o tym co sobie pomyśli ktoś, kto to przeczyta.
Dość śmiesznych gierek w "popatrzcie jaki jestem inteligentny".
Dość przymilania się do "ślicznych, zajebistych panienek, które wszystko mogą".
Dość przejmowania się tym i tamtym.
Dość strachu przed jutrem i drżenia o swoją przyszłość.
Dość marzeń o miłości i dość miłości do marzeń.
Dość tzw przyjaciół, którzy za plecami i tak strzępią swoje języki.
Dość biczowania się.
Dość samozachwytów.
Dość wstydom! I precz samozachwytom.
Dość milczeniu i przekrzykiwaniom.
Dość rozmów z tymi, którzy i tak nie słuchają.
Dość pomiatania mną i dość wykorzystywania!
Dość myślenia o tym kto poczuje ktoś, kto moje uczucia ma za nic.
Dość układania się.
Dość półprawdom i wymyślnym kłamstewkom, które maja nie ranić.

a teraz dość pisania dość.
Obejrzę sobie Heroesów. A co!

środa, 5 sierpnia 2009

Olaf

O Wiesi co jakiś czas słyszałem w moim miasteczku to czy tamto. W zasadzie to zawsze niemal zamknąć można by to w jednym krótkim słowie. Dziwka. W małym miasteczku taka etykieta to w zasadzie pewien wyrok i brak szans na normalne życie. Choć z drugiej strony mało kto nazywał Wiesię tak wprost. Widocznie w miasteczku, gdzie brak burdelu trzeba nazywać sprawę inaczej... A może nikt tak do końca nie jest pewien?
Dziś pierwszy raz w życiu miałem okazję z nią porozmawiać.,W jakiś bliżej niepoznany mi sposób znalazła się przy stoliku, przy którym piłem piwo ze znajomą.
W czasie rozmowy wspomniała o swoim synu. W czasie przeszłym. Przypomniałem sobie historię sprzed około roku. Historię śmierci młodego chłopaka. Dziwną, bezsensowną. To był jej syn. Zapytałem ją o to.
Olaf zginął w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach.
Oficjalna wersja - o ile dobrze zrozumiałem była taka, że leżącego na drodze - w okolicy miejscowości Puchały - chłopaka przejechał samochód. Z opowieści Wiesi wywnioskowałem, że to była bezpośrednia przyczyna śmierci. Powodu, dla którego leżał na jezdni nie znamy.
Plotki i domysły były różne. Ktoś go pobił, potrącił go inny samochód, był pijany.. a nawet taka, że był pod wpływem narkotyków.. których miał niby mieć przy sobie sobie kilogram
Wiesia, nie jest zbyt błyskotliwą osobą. Choć to co mówiła i sposób w jaki mówiła, wciągnęło mnie bez reszty. Mówiąc często się poprawiała. Dla przykładu.
" W noc, kiedy zginął miałam sen. Przyśnił mi się czarny dół, a może grób. I ojciec, który prosił o wodę.. a może kompot. Kompot z czerwonych wiśni. Takich przykładów był wiele.. niestety nie mogę ich teraz przywołać pamięcią. Nagle jednak, kiedy opowiadała o stroju w którym zginął uderzył mnie kontrast, z tym wszystkim co mówiła do tej pory.
Koszulka Jagielonni, którą kupił sobie niedługo wcześniej. Koszulka pumy, szara bluza z kapturem. Skarpety, które sam sobie kupił. Białe adidasy. Jeden spadł w czasie wypadku. 10 zł w kieszeni.
Może wie to dobrze z 35 zdjęć, które ma mieć z miejsca wypadku.
Sposób w jaki o tym wszystkim mówiła był szalenie dziwny. Mówiła.. tak bez emocji, jakby o jakiejś historii wyczytanej z gazety. Ale w którymś momencie ujrzałem jak w jej oczach zebrały się łzy. Więc jednak czuje się matką.

Olaf był inny niż jego rówieśnicy. Był raczej samotnikiem, typem skrytym. Nie skarżył się, gdy coś my dolegało. Fascynował go świat zwierząt.

"mogłam dostać za to przynajmniej 50 tysięcy, ale teraz chyba jest już za póżno. Dostała 9 tysięcy z Hestii. NIe wiedziałam, czy wpłacił pieniądze na ubezpieczenie, w szkole. Wpłacił. Za te 9 tysięcy ma teraz pomnik"

W świecie Wiesi łączą się przedziwnie wrażliwość kobiety, matki i jakiś taki płytki materialny popęd.

Nigdy więcej jednak nie pomyślę o niej jednym słowem.

betoniara

Każde wakacje do tej pory w większej części spędzałem w moim miasteczku.
Teraz pierwszy raz w życiu mam na to kilka dni.
Nie napawa to optymizmem. Tym bardziej, że z rzeką nadal są jakieś problemy..
No nic najwyżej się nie pokąpię.. ale za to zapowiada mi się Brańsk w pigułce.
Betoniarka już czeka:)
Nie ma to jak kawał dobre, brudnej, zapylonej, męskiej roboty;)

sobota, 1 sierpnia 2009

rzecz o gotowaniu...

Niedawno spaliłem jajka.. o czym pisałem już zresztą.
Dziś dokonałem rzeczy ciekawszej. Spaliłem fasolkę szparagową. No i zdaje się, że garnek też już do niczego się nie będzie nadawał.
Tak to jest jak w pośpiechu idzie na randkę:) Randka była miła do tego stopnia, że o fasolce przypomniałem sobie po tych paru godzinach, kiedy wróciłem do akademika i jakiś koleś guzdrał sie przede mną w sklepiku.. i całe szczęście w tym, że ktoś to wyłączył w miarę wcześnie. Widocznie smród zaczął przeszkadzać

piątek, 31 lipca 2009

Te kobiece spojrzenia...

Kolega Patryk posiada całkiem pokaźny zbiór komiksów. Sam już dawno wypadłem z tego całego komiksowego światka. Do tego stopnia, że nawet nie wiedziałem, że zginął Batman, a Peter Parker ujawnił swoją tożsamość. No cóż. Śmierć Supermana i upadek TM-SEMIC były wystarczająco silnymi przeżyciami.
Okazuje się, że jednak komiksy w Polsce wychodzą. Sa tylko bardzo drogie.
I tak oto po przeczytaniu alternatywnych przygód xmanów w "1602" postanowiłem zapoznać się z komiksami tak młodo zmarłego Michael Turner'a. W swoje ręce chwyciłem "Phantoma" i dziarskim krokiem ruszyłem w drogę do pracy. Siedząc w metrze nie mogłem jednak pozostać obojętny na spojrzenia dwóch pięknych pań - wiekowo bardzo do mnie zbliżonych.
Mieszanina pogardy, współczucia, zdziwienia..

w końcu jak dorosły facet może jadąc do pracy czytać komiks?

środa, 29 lipca 2009

chwila relaksu

Z pisaniem jest tak.. przynajmniej u mnie, że najgorzej jest zacząć. Potem jakoś już leci.
Wcześniej ciągle są wątpliwości. W końcu jak pisać.. to trzeba wiedzieć o czym pisać, a tuż potem mieć pomysł na to, jak to napisać.
Pomysłów miewam wiele, tylko najczęściej wtedy kiedy nie ma sposobności pisania. Paradoksalna złośliwość wyłącza te sfery mózgu odpowiedzialne za taki twórczy proces wtedy, kiedy taka sposobność się pojawia. A może to moja podświadomość płata mi figle, jakby nie wierząc w to, że coś sensownego z siebie wyduszę.?
Stwierdziłem dziś.. nie wiadomo dlaczego akurat w czasie wizyty w toalecie, że przydałyby mi się jakieś ćwiczenia relaksujące. Może to lektura "Diuny" i ćwiczenia stosowane przez Bene Gesserit. A może czysta refleksja nad tym, że nie jestem już tak opanowany jak kiedyś. Pewnie jedno i drugie.
Ten brak dystansu trudno oceniać jednoznacznie źle. Czasem wydaje mi się dobry, bo dodaje mi więcej emocji. Wcześniej często czułem się jak widz, obserwator, czysty świadek wydarzeń pozbawiony emocjonalnego stosunku do spotykających go doświadczeń. Taka postawa być może pozwala więcej widzieć, racjonalniej oceniać. Ale z drugiej strony czemu zawsze mam być racjonalny?

może warto te dwie rzeczy dobrze wyważyć.

wracam do pracy

poniedziałek, 27 lipca 2009

Psipadek? (ocenzurowane)

Tu był miły i zabawny post!

Ale usuneła go CENZURA!

czwartek, 16 lipca 2009

24

24 - z tyloma osobami mieszkałem w ciągu 14 lat pobytu poza domem.

poznałem różnych magików.. ale z takim jeszcze nie mieszkałem

sami zobaczcie

ten też wymiata

środa, 15 lipca 2009

burza

jest czwarta rano.
Właśnie do siebie wróciłem.
W tym ciepłym deszczu i oddalonych pomrukach burzy poczułem się jak dzika bestia.

W ciemności wydałem z siebie pierwotny pomruk łowcy.
Przez rozszerzone nozdrza wciągnąłem ostrą woń miasta.
Mój słuch wyłapywał ostrą gonitwę oddalonych samochodów, wsłuchał się w szum drzew. Czujnie chłonął pomruki oddalonej burzy, które raz za razem oddalały mnie od mego człowieczeństwa a spychały mnie ku pierwotnym woli życia.

Ciepłe strugi deszczu spływały po moim czole, i policzkach. Zastygłem wsłuchany w wyraźny szum drzew. Gdzieś z oddali dotarły do mnie szmery czyichś kroków i śmiechów.. a potem usłyszałem wyraźnie wszystko.. każdą kroplę deszczu, szum wiatru, oraz puls miasta.

Ruszyłem przed siebie. Czujny i gotowy do skoku niczym puma..

sobota, 11 lipca 2009

Warka Team

Ostatnie dwa dni.. o przepraszam wieczory, noce i poranki spędzałem w Warce w towarzystwie pozytywnie zakręconej ekipy.
Spotkanie z panienką Żakliną implikowało poznanie Agnieszki, Zbyszka i Adama.
I tak wczorajszy świt bo baletach w Młynie spędziliśmy na działce Zbyszka - Do tej pory czuję smak marchewki.
A dzisiejszy świt zastał nas wśród ruin zamku w Czersku.. gdzie znaleźliśmy się po wizycie w dyskotce w Waliłach. I w jednym i drugim miejscu byłem po raz pierwszy. O ile jednak wcześniej widziałem juz zamek, o tyle na takim miejscu jak Waliły nie byłem. I wcale mnie tam nie będzie ciągnąć.. w przeciwieństwie do drugiego obiektu.

Więcej teraz nie napiszę. Dochodzi 8 rano i pora na sen.
W tle leca jakieś ambientowe dzwięki.. lubię przy tym zasypiać

piątek, 10 lipca 2009

O tym jak najadłem się cudzych wiśni, a za plucie pestkami dostałem piwo.

Wczorajszy wieczór nie zapowiadał się jakoś wyjątkowo miło. Zdrzemnąłem się chwilę po pracy, przez co nie zdążyłem na angielski.
Troche zaspany, trochę zły postanowiłem coś zjeść i zapalić papierosa.
Wstawiłem jajka do gotowania i udałem się na klatkę schodowa. Było tam parę znajomych mi osób.
Już mialem przypalać papierosa, gdy zauważylem nieznaną mi dziewczynę. To była Gosia.
PO krótkiej wymianie uprzejmości. Korzystając z tego, że jedzono tam wiśnie zaproponowałem zakład, który miał polegać na trafieniu pestką w cel. Metodą wyrzutu pocisku miało być plucie. Stawką było piwo.
Zabawa przednia. Po kilku próbach udało mi się trafić. A Gosia musiała pójść po piwo.
W dalszym ciągu oddawałem się miłym rozmową, po czym zmuszony potrzeba udałem sie do toalety.
Po drodze mijałem kuchnie.. a z niej duży smród. Jakis głąb znowu coś przypalił - pomyślałem.

To były moje, zwęglone jajka.

czwartek, 9 lipca 2009

mikrus

spędziłem tu kawałek mego życia. 5 lat. A kolejne dwa tuż obok. W Rivierze.
To dobry czas. I dobry akademik. Choć czuję się tu już trochę jak dinozaur.
Jeszcze niecale dwa miesiące i ten etap życia będzie za mną.

Moja pierwsza wizyta w mikrusie to odwiedzenie jakiegoś kolegi, który napisał fajny program do obrobienia danych. Trzeba było napisać sprawozdanie z ćwiczenia na labfizie. O ile dobrze pamiętam były to jakieś zliczenia z licznika scyntylacyjnego.
Obskurne pokoje, jakieś połamane tapczany na korytarzu.

Kiedy zamieszkałem w Mikrusie zrozumiałem, że to zwykła codzienność. Początek roku to zwykle walka o meble i ich permanentne przemieszczane się z miejsca na miejsce.:) Były lata, ze było tego tyle, że nie dało się przejść przez korytarz.. nie mówiąc o wystawieniu całego magazynu z pokoju. I kto tam się przejmował potrzebami mieszkańców.. a krzesła.. przecież były tylko dla osób z pierwszego roku.

Opinie o wiecznych imprezach w akademiku są mocno przesadzone. Ale czasem zdarzały się naprawdę fajne.

Kiedyś nawet dostałem opiernicz za to, że grałem na gitarze. O ile można tak zamknąć jakieś anonimowe zamknij się. A przecież tak ładnie śpiewałem. To co, że po północy.
Rozumiem, że można nie znieść grania na puzonie od 20 do 22 wypełniającego całą klatkę schodową.. ale gitara.

Mimo tych wpadek pewnie będzie mi brakować tego miejsca.

wtorek, 7 lipca 2009

Po cichu gaśnie

smutno jest patrzeć na kruchą starość. Powolne przemijanie..
setki godzin tak podobnych w słabości i tak zbliżających do nieuniknionego.
Smutno jest widzieć, jak ta rzeczywistość zaczyna się mieszać z czymś innym.
Jakimś pocieszeniem jest świadomość tego, że to życie było dobre. Zrealizowane, spełnione. Do tego długie. Jaki może mieć jednak sens ta końcowa bezradność.. może tylko jako naukę dla tych, których to jeszcze czeka.

Red Tea

Poranek mnie dzis zaskoczył. Obudziłem się sam. W zasadzie nie miałem wyboru. Bateria w telefonie padła i móglbym bardzo długo czekac zanim by mnie obudział.
A więc tknięty przeczuciem wstałem wcześniej niż zazwyczaj. Po prysznicu zrealizowałem myśl, którą przespałem już wczoraj.
Założyłem tłumik i wystrzeliłem w okno serię cichych dźwięków.
Pograłem tak trochę, po czym zdjąłem tłumik.
Moje przeczucia okazały sie prawdziwe. Coś jest inaczej. Z tłumikiem gra się "głosniej" to znaczy z większym nateżeniem. I potem po zdjęciu to nateżenie zostaje... a tłumika nie ma.

Teraz sączę czerwoną herbatę i robię poprawki w kodzie.

poniedziałek, 6 lipca 2009

Zmęczona twarz

Obudziłem się rano z myślą by pograć na puzonie. To dobra myśl. Ale powstała o parę godzin za wcześnie. Przewróciłem się na drugi bok próbując przestawić przy okazji budzik.. co jak się okazało udało mi się tylko połowicznie.
poźniej.. znalazłem się w pracy.. a tam dzień jak codzień. Szukanie własnych błędów, poprawki, testy, poprawki, testy. Zdziwienie. Testy. Testy. Poprawki. Plan lepszych testów. Plan lepszych poprawek. Kolejne zdziwienie i tak w koło macieju.
Można się zmęczyć.

Wracając postanowiłem posilić sie chińszczyzną. Niebieska budka nad trasą lazienkowską ma naprawdę dobrego kurczaka w cieście. Choć dziś sos słodko kwaśny okazał się bardziej kwaśny..

kiedy odchodziłem rzuciłem okiem na tych ludzi którzy tam się krzątają. 3-4 osoby. Mało miejsca. upał, mokro. Jeden z nich usiadł przy stole by chwile odpocząć. Był młody .. młodszy ode mnie. Miał bardzo zmęczoną twarz.

niedziela, 5 lipca 2009

Wpis pierwszy, czyli o tym jak zmęczyłem usta grając z tłumikiem

hmm to blogowanie chyba bedzie pełne niespodzianek...

... jakies dwa tygodnie temu kupiłem sobie futerał GigBag Gevy (całe 630 zł) oraz tłumik do ćwiczenia sssssshhhhhhmute by bremner...

(i tu nastąpiła przerwa techniczna. Pomyślałem, że nie podszedłem zbyt poważnie do tego pierwszego wpisu na pierwszym w życiu blogu. Drobne przemeblowanie, stolik - na nim należycie ustawiony laptop. Obok wspomniany tłumik i popielniczka w kształcie Jamajczyka palącego skręta. Trzask ocieranego kamienia w zapalniczce i pierwsza smużka dymu. No tak.. wypadałoby nieco przyciemnić światło i można pisać.)

...wiec tłumik kosztował kolejne 270 zł.. a takie wydatki to dobry motywator do tego by końcu skończyć te puzonowe wakacje i zaczać coś ze sobą w tej materii robić.
Jak widać dojrzewałem do tego dwa tygodnie.

(połowa papierosa za mną)

wiem dobrze w którą stronę chcę teraz w muzyce pójść. Wiem dobrze jakie mam braki. Nieco słabiej wiem jak rozplanowac sobie tą pracę. Od czego zacząć by było dobrze. Ale pierwszy krok jest.

(zdusiłem niedopałek)

Gra się z tym ustrojstwem nieźle. Ale na mimo wszystko ciągle grać z takim tłumikiem chyba się nie da. Kiedy go zdjąłem by na chwilę sprawdzić jak to wszystko brzmi.. to brzmiało.. coś jakby głośno.. mimo, że grałem cicho.

Takie pół godzinne ciche trombienie w pokoju. A jeszcze dwa - trzy lata temu miałem taki tupet, że wychodziłem na klatkę schodową i grałem sonatę Hindemitha, czy koncert Davida.. nie zazdrościłem współmieszkańcom. Ale.. nie miałem tłumika, a ćwiczyć trzeba było.

Nowe pokolenia mikrusowego bractwa nie wiedzą już jak to jest, gdy jakiś szaleniec gra na klatce schodowej. Akademik marnieje.. a ja tutejszy dinozaur spokorniałem..
Zreszta to już ostatnie dwa miesiące mikrusowego życia. A potem duże zmiany i mieszkanie na Ochocie. Tam sobie na klatce schodowej nie pogram.. a i pewnie w domu nie poćwiczę bez tłumika.. dlatego.. może jeszcze warto by wzbudzić trochę emocji szanownej braci studenckiej i przed wyprowadzeniem się zagrać choć jeden - ostatni raz na schodach.