niedziela, 5 lipca 2009

Wpis pierwszy, czyli o tym jak zmęczyłem usta grając z tłumikiem

hmm to blogowanie chyba bedzie pełne niespodzianek...

... jakies dwa tygodnie temu kupiłem sobie futerał GigBag Gevy (całe 630 zł) oraz tłumik do ćwiczenia sssssshhhhhhmute by bremner...

(i tu nastąpiła przerwa techniczna. Pomyślałem, że nie podszedłem zbyt poważnie do tego pierwszego wpisu na pierwszym w życiu blogu. Drobne przemeblowanie, stolik - na nim należycie ustawiony laptop. Obok wspomniany tłumik i popielniczka w kształcie Jamajczyka palącego skręta. Trzask ocieranego kamienia w zapalniczce i pierwsza smużka dymu. No tak.. wypadałoby nieco przyciemnić światło i można pisać.)

...wiec tłumik kosztował kolejne 270 zł.. a takie wydatki to dobry motywator do tego by końcu skończyć te puzonowe wakacje i zaczać coś ze sobą w tej materii robić.
Jak widać dojrzewałem do tego dwa tygodnie.

(połowa papierosa za mną)

wiem dobrze w którą stronę chcę teraz w muzyce pójść. Wiem dobrze jakie mam braki. Nieco słabiej wiem jak rozplanowac sobie tą pracę. Od czego zacząć by było dobrze. Ale pierwszy krok jest.

(zdusiłem niedopałek)

Gra się z tym ustrojstwem nieźle. Ale na mimo wszystko ciągle grać z takim tłumikiem chyba się nie da. Kiedy go zdjąłem by na chwilę sprawdzić jak to wszystko brzmi.. to brzmiało.. coś jakby głośno.. mimo, że grałem cicho.

Takie pół godzinne ciche trombienie w pokoju. A jeszcze dwa - trzy lata temu miałem taki tupet, że wychodziłem na klatkę schodową i grałem sonatę Hindemitha, czy koncert Davida.. nie zazdrościłem współmieszkańcom. Ale.. nie miałem tłumika, a ćwiczyć trzeba było.

Nowe pokolenia mikrusowego bractwa nie wiedzą już jak to jest, gdy jakiś szaleniec gra na klatce schodowej. Akademik marnieje.. a ja tutejszy dinozaur spokorniałem..
Zreszta to już ostatnie dwa miesiące mikrusowego życia. A potem duże zmiany i mieszkanie na Ochocie. Tam sobie na klatce schodowej nie pogram.. a i pewnie w domu nie poćwiczę bez tłumika.. dlatego.. może jeszcze warto by wzbudzić trochę emocji szanownej braci studenckiej i przed wyprowadzeniem się zagrać choć jeden - ostatni raz na schodach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz