Z pisaniem jest tak.. przynajmniej u mnie, że najgorzej jest zacząć. Potem jakoś już leci.
Wcześniej ciągle są wątpliwości. W końcu jak pisać.. to trzeba wiedzieć o czym pisać, a tuż potem mieć pomysł na to, jak to napisać.
Pomysłów miewam wiele, tylko najczęściej wtedy kiedy nie ma sposobności pisania. Paradoksalna złośliwość wyłącza te sfery mózgu odpowiedzialne za taki twórczy proces wtedy, kiedy taka sposobność się pojawia. A może to moja podświadomość płata mi figle, jakby nie wierząc w to, że coś sensownego z siebie wyduszę.?
Stwierdziłem dziś.. nie wiadomo dlaczego akurat w czasie wizyty w toalecie, że przydałyby mi się jakieś ćwiczenia relaksujące. Może to lektura "Diuny" i ćwiczenia stosowane przez Bene Gesserit. A może czysta refleksja nad tym, że nie jestem już tak opanowany jak kiedyś. Pewnie jedno i drugie.
Ten brak dystansu trudno oceniać jednoznacznie źle. Czasem wydaje mi się dobry, bo dodaje mi więcej emocji. Wcześniej często czułem się jak widz, obserwator, czysty świadek wydarzeń pozbawiony emocjonalnego stosunku do spotykających go doświadczeń. Taka postawa być może pozwala więcej widzieć, racjonalniej oceniać. Ale z drugiej strony czemu zawsze mam być racjonalny?
może warto te dwie rzeczy dobrze wyważyć.
wracam do pracy
środa, 29 lipca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz