poniedziałek, 28 września 2009

Ona i on - .. no i wredny

z życia wzięte:

On: a będą jakieś fajne dziewczyny?D
Ona: tylko dziewczyny Ci w głowie
On: no a co chłopcy mają być?
tez chcę kogoś poznać
Ona: wiem, wiem, żartuję Ty lovelasie jeden
On: no ja lovelas.. dajże spokój:D
Ona: a kto rozkochuje te wszystkie dziewczyny, ja??
On: które wszystkie? dwie raptem
Ona: no to już coś nie?
On: no bo wiesz jak kobieta się decyduje na sex ze mną.. no to niestety
Ona: co niestety?
On: jest ryzyko, ze się zakocha
..bo kto jej lepiej zrobi? hmm?:D
Ona: głupi, kobieta nie dlatego przecież się zakochuje
On: nie nie:) hehe
Ona: Ty jesteś po prostu do tego ciepły, inteligentny i uroczy, no i wredny'
On: :D czyli wszystko co kobiety lubią
Ona: dokładnie tak
On: chyba sobie na blogu to walnę

no i walnąłem

niedziela, 27 września 2009

Balet

Byłem dziś z R. na Tristanie. Balet w dwóch aktach.
Dobrze, że niedawno oglądałem bajkę o T i I. Mogłem się połapać mniej więcej kto jest kto i co się dzieje.
Trudno powiedzieć by mnie ta sztuka oczarowała. Ale wprowadziła mnie w specyficzny nastrój. Mam tak chyba zawsze, gdy obcuję z jakąś nową, nieznaną mi formą sztuki.
Początek nie wróżył niczego dobrego.
Muzyka nie porywała, a i piruety tancerzy budziły tylko ciąg takich samych pytań. Dlaczego? Po co?
Dlaczego on się tak rusza? po co wykonuje te wszystkie gesty?
suivi - pas de bourrée zamiast ze zwiewnością skojarzyło mi się raczej z krabami chodzącymi w bok na cienkich nóżkach.
Skoki i piruety wydały mi się formą dla formy.
I dlaczego ten Tristan tyle śpi?
Do tego nie pomagały jakieś techniczne problemy, przez które 1/3 tła inscenizacji, zamiast przygotowanych kompozycji wyświetlała jakieś logo, lub ikonę gniazd i wtyczkę.
Opera Narodowa! Brawo


Akcja bardziej zrozumiała stała po walce z Morhołtem. Tego Pana trudno było przeoczyć i była to pierwsza postać, z której tańca coś zrozumiałem. Dalej było coraz lepiej. Choć nie rozumiałem dlaczego Tristan opiera się Izoldzie. Widocznie był nieśmiały. Jednak ten opór zaowocował możliwością zobrazowania tańcem przemiany jaka w nich nastąpiła po wypiciu magicznej mikstury.

W drugim akcie wyrazistości zyskał nie tylko taniec, ale i muzyka. Znacznie to wyostrzyło moją percepcję i dostrzegłem nawet kilka zwiewnych, ale urzekających momentów, w których ta muzyka naprawdę współgrała i obrazowała całą historię. Zwykła zmiana kierunku ruchu, połączona ze zmianą akordu, zgrane w czasie tworzyć mogą niesamowite wrażenie.

Do tego muzyka coraz więcej miała do obrazowania. Zawiłe relacje i historie dzielące i łączące Tristana, Marka i Izoldę dawały pole do popisu.
Obejrzałem i mam mieszane uczucia. Dla nabrania ogłady i zdania wypadałoby zobaczyć od czasu do czasu takie przedstawienie.

Paszła!

Kolejna znajoma. Monika K.
Lat dwadzieścia? Może dwadzieścia jeden.
Jak kiedyś zapomnę, dlaczego wolę dojrzałe kobiety, to niech mi ktoś przypomni Monikę K - wakacyjną FAMA-owską "miłość", której agonię przedłała znaczna porcją listów (z których 90 % było skierowanych do niej).
Taka młoda siksa po prostu nie wie czego chce. I niech mnie już nie nachodzą nigdy takie myśli, że są od tego wyjątki. Taka Panienka, to musi się w życiu nauczyć paru rzeczy i porządnie sparzyć. Trafić na jakiegoś drania, który zrobi jej bachorka, a potem sponiewiera. Musi swoje odcierpieć, odczekać, wypracować i wtedy dopiero w jej ślicznej, albo już i nie, główce dojrzeje myśl taka, że może coś przeoczyła? I wtedy jej myślenie nabiera pewnych kształtów. Bo oto już wie czego chce. Mało tego! Wie, ze prawie to miała. Tylko teraz kto zechce taką starą pannę, albo i nie pannę po przejściach?

Z dwojga złego wolę jednak taką, która już coś w głowie ma. A smarkula? Paszła!

piątek, 25 września 2009

Problem wzrostowy

Na portalu S. zauważyłem pewną niewiastę intrygującej urody. Po całkiem miłej i wesołej korespondencji zaproponowałem spotkanie. No i pojawił się problem wzrostowy! Dziewczę co prawda jest ode mnie niższe, ale uzbrojone w pokaźnej długości szpilki będzie wyższe.. no i to jest proszę
Państwa problem nie do pokonania. Bo przecież to najważniejsza sprawa na ziemi! Partner ma być wyższy.

Zapewne jest to uwarunkowane genetycznie. Wyższy samiec może wypatrzeć niebezpieczeństwo z nad głowy samicy.

No i co powiedzieli by ludzie?

środa, 23 września 2009

posklejałem to do kupy

przybierałem się do tego długo.. Chyba więcej jak dwa lata.
Pamiętam moment, w którym wszystko się posypało. I tą niezdrową radość w oczach kobiety, którą jak mi się wydawało kochałem.
Właściwie to stało się to dwa razy. Za pierwszym jakoś to wybaczyłem. Zresztą wtedy to nie było dla mnie takie ważne. Choć i łatwiej było by to wszystko poskładać. 3 nierówne części. Niezbyt skomplikowana układanka.
Za drugim razem zabolało mocniej. Być może i ta jej zazdrość była trochę uzasadniona. Ale z drugiej strony jak można być zazdrosnym o przeszłość, o wspomnienia. O coś co miało miejsce na długo przed tym nim się poznaliśmy?
Trzymałem te części w rozsypce tak długo. I w końcu kupiłem klej i posklejałem.
Znowu mam Kubek Korzenia. Choć się już raczej niczego z niego nie napiję!

BBBZzzzzzzzzttt

Ciche spięcie. Coś się przepaliło.
Jak uwarunkowania gholi Duncana Idaho.

Powiem to kurwa tylko raz. Ale dobrze.
Już mam dość.
Dość tego cichego bycia tym kim chcecie bym był.
Dość myślenia o tym co sobie pomyśli ktoś, kto to przeczyta.
Dość śmiesznych gierek w "popatrzcie jaki jestem inteligentny".
Dość przymilania się do "ślicznych, zajebistych panienek, które wszystko mogą".
Dość przejmowania się tym i tamtym.
Dość strachu przed jutrem i drżenia o swoją przyszłość.
Dość marzeń o miłości i dość miłości do marzeń.
Dość tzw przyjaciół, którzy za plecami i tak strzępią swoje języki.
Dość biczowania się.
Dość samozachwytów.
Dość wstydom! I precz samozachwytom.
Dość milczeniu i przekrzykiwaniom.
Dość rozmów z tymi, którzy i tak nie słuchają.
Dość pomiatania mną i dość wykorzystywania!
Dość myślenia o tym kto poczuje ktoś, kto moje uczucia ma za nic.
Dość układania się.
Dość półprawdom i wymyślnym kłamstewkom, które maja nie ranić.

a teraz dość pisania dość.
Obejrzę sobie Heroesów. A co!