Byłem w Brańsku.
W piątek późnym wieczorem wracałem z Rynku na Ogrodową.
U skrzyżowania Sienkiewicza i ulicy Rynek usłyszałem taki oto fragment dialogu dwóch srogo podchmielonych autochtonów.
- Andrzej, Ty się nie bój - rzekł Sławek wykonując rękoma dziwny taniec, który był jakimś kompromisem potrzeby gestykulacji, a potrzeba niewylania piwa. Głębsza refleksja podpowiada, że był to tez jakiś permanentny proces walki o zachowanie równowagi, któremu to celowi zresztą u obu rozmówców służyła ta charakterystyczna postawa "na snopki". I kiedy tak ich nosy się niemal o siebie ocierały, czoła stykały, a po twarzach spływały stróżki potu i powiedzmy to szczerze - śliny nagromadzonej tu przez dłuższą dyskusję, wtedy to właśnie Sławek dokończył.
- Andrzej, Ty się nie bój. Człowiek zawsze musi sobie dać radę.
Jakaż głęboka prawda została ukryta w tym skromny fragmencie. Jaka siła przekazu. Minęło parę dni a ja ciągle czuję, że zawsze sobie muszę dać radę!
poniedziałek, 26 lipca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz