Teraźniejszość to dla mnie coś nieuchwytnego.
To jakas osobliwość pomiędzy przeszłością a przyszłością.
Zupełnie nie wiem jak sobie z nią poradzić.
Według prezentyzmu to jeden z trzech stanów, obok przeszłości i przyszłości.
W liniowej koncepcji czasu - część linii czasu dziejąca się obecnie.
według Ani Kobieli to "to jest radość nie tłamszona przez bóle przeszłości i strach o przyszłość"
Ale co to jest to obecnie?
Rozumiem pojęcia dziś, czy nawet w tej minucie, ale nie rozumiem pojęcia teraz.
To teraz - w takim dosłownym sensie, zupełnie mi się wymyka. To co napisałem przed chwilą w infinitezymalnie małym ujęciu czasu jest już dawno przeszłością. Tak samo jak natychmiast staje się przeszłością to co za chwilę zrobię.
W moim odczuciu jest właśnie tylko to co zrobiłem i to co zrobię. I jedno w drugie przechodzi w jakiś przedziwny sposób. I gdzieś tu tkwi jakis paradoks...
Bo pewna przeszłość powstaje z niepewnej przyszłości.
To co tu piszę, mógłbym napisać na wiele sposobów. Mógłbym przerwać to pisać, albo wcale tego nie napisać.
Na ile to jest zależne ode mnie samego? Na ile jestem Panem tego wszystkiego?
Nie ogarniam tego
niedziela, 9 maja 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz